30.12.2014 - Tradycja rodzinna

30.12.2014KrzysztofF

Tradycją rodzinną w mojej rodzinie było kowalstwo. Do dziś przy starym domu babci w którym wychowali się moi rodzica a ja spędzałem wakacje stoi stara kuźnia. Jako małe dziecko spędzałem u babci wakacje i bardzo wraz z kuzynem Jaskiem i Frankiem, który jest synem sąsiada babci lubiliśmy się tam bawić. Było tam stare palenisko z miechem kowalskim. Kiedyś chcieliśmy rozpalić tam ogień ale przyleciała babcia i strasznie na nas nakrzyczała i chciała mnie zbić. Nawet zabroniła nam tam wchodzić i zamknęła drzwi na stara zardzewiałą kłódkę. My i tak tam bawiliśmy się bo odkryliśmy że z tyłu od strony stodoły są dwie obluzowane deski przez które wślizgiwaliśmy się do środka. Ponieważ światło wpadało do środka głównie przez drzwi – a te były zamknięte w pomieszczeniu panował tajemniczy półmrok. Musieliśmy się zachowywać cicho żeby babcia nie zorientowała się że tam jesteśmy. Była to nasza tajemnicza kryjówka i służyła nam przez wiele lat. Wiele razy słyszeliśmy nawoływania i szukanie nas przez babcię ale zawsze udawaliśmy że nie słyszymy. Mówiliśmy potem że byliśmy w lesie nad potokiem i nie słyszeliśmy wołania babci. Oprócz paleniska było tam wiele różnych narzędzi. Były tam przeróżnego rodzaju i różnej wielkości młotki i młoty (wielkie), szczypce, obcęgi i wiele innych, których przeznaczenia nie znaliśmy. W kącie była też wielka kupa złomu a w niej najwięcej starych zardzewiałych podków. Potem gdy byłem starszy poprosiłem babcie żeby pozwoliła mi  sprzedać ten złom. Zbierałem pieniądze na komputer. Babcia pomruczała, pomruczała i zgodziła się, ale cały czas stałą w drzwiach kuźni i obserwowała nas (mnie i mojego kuzyna, który mi pomagał) abyśmy nie wzięli i nie sprzedali na złom nic co babci wydawało się wartościowe. Zawieźliśmy wraz z kuzynem ten złom na wózku pożyczonym od naszego kolegi Franka do punktu skupu złomu. Okazało się że było tego tak dużo że nie byliśmy w stanie tego wózka ani pchać ani ciągnąć, był za ciężki. Poszliśmy po radę i rozładowaliśmy część zawartości pod drzewem i jakoś udało nam się dopchać ten wózek do wioski. Wróciliśmy po pozostałą część złomu i wykonaliśmy tę katorżniczą pracę jeszcze raz. Udało się. Za złom  otrzymałem prawie 300 złotych. Po zafundowaniu kuzynowi piwa (sam wypiłem spraita gdyż bałem się że babcia poczuje o de mnie zapach piwa) i lodów zostało mi ponad 280 złotych. Na kawałek komputera już miałem. Ale wracając do tradycji rodzinnej rozmawiałem kiedyś z babcią o dziadku, który już dawno nie żył (umarł jeszcze przed moimi narodzinami). Babcia opowiadała mi jakim był dobrym fachowcem. Produkował narzędzia gospodarskie, naprawiał stare maszyny rolnicze (pługi, radła, brony). Zajmował się też podkuwaniem koni. Ale jak mówiła babcia było to bardzo niebezpieczne zajęcie gdyż kilka razy przy pracy kopnął go koń. Babcia mówiła że dawniej nie było tak dobrze jak teraz i mój ojciec nie zbijał bąków ale musiał swojemu tacie pomagać w pracy w kuźni. Dziadek chciał żeby ojciec został też kowalem tak jak jego ojciec i dziadek ale ojciec nie chciał i uparł się że chce się uczyć i zostać mechanikiem samochodowym. Tacie się udało skończył najpierw technikum a potem studia na politechnice i dzisiaj ma mały warsztat samochodowy. Ja myślę że ojciec dobrze zrobił nie kontynuując rodzinnej tradycji.

Jan Ryś



« Powrót