17.12.2015 - Pokoleniowa tradycja

17.12.2015jan12

          Okres bożonarodzeniowy to czas, gdy większość społeczeństwa wśród zabiegania i przemęczenia przypomina sobie o tradycjach i to nie wyłącznie świątecznych, ale także rodzinnych. Każda, bowiem rodzina posiada pewne powielane przez pokolenia pierwowzory i to czyni ją na swój sposób wyjątkową.

          Wiatr tańczył oberka wśród koron drzew, szumiąc melodyjnie listowiem. Zdawało się, że sędziwe i potężne konary nucą piosnkę o przeżytych historiach, które tylko im są bliskie. Nieopodal młoda świerczyna dumnie prężyła się ku górze w szeregach zagajnika. Zimny powiew wiatru zwiastował pierwsze, zimowe przymrozki.

          Zima to czas bożonarodzeniowych przygotowań i rodzinnych spotkań. To czas szczególny, magiczny w swojej radosnej atmosferze. W końcu można ponownie zacieśnić więzy z rodziną i przyjaciółmi oraz przypomnieć sobie wielopokoleniowe tradycje. W każdej rodzinie kultywowane są tradycje, decydujące o jej unikalnym charakterze. W mojej od pokoleń przekazywany jest fach leśnika. Począwszy już od mojego pradziadka, który posiadał nawet własną hodowlę zwierząt, w której znajdowały się i zające i sarny. Z opowieści wiem, iż za młodu pradziadek Alojzy, bo tak miał na imię, chętnie chodził na polowania. Uwielbiał zwierzęta i jako leśniczy miał w obowiązku zachowywać naturalny ład wśród zwierzyny. Czasem, więc należało zrobić selekcję i kiedy przedstawicieli jakiegoś gatunku było zbyt wiele, humanitarnie odstrzelić lub uśpić. Mięso i skóry ze zwierzyny obrabiano i dzielono między członków leśnictwa oraz najbliższych. Ten zawód przetrwał w rodzinie, a pałeczkę przejął mój dziadek. Ten z kolei uwielbiał nadzorować paśniki i przyglądać się młodym sarnom, gdy przychodziły, zwabione zapachem świeżego siana. Dziadek zawsze opowiada mi w trakcie odwiedzin, niesamowite historie z czasów początków swojej kariery. Często śmiejemy się i wspominamy przez długie godziny, jak dla przykładu z kolegą z leśniczówki uciekali przed lochą z młodymi podczas patrolu albo jak kiedyś młody łoś podszedł do ich obozowiska przy wieży strażniczej, by wyjeść im z plecaka kanapki. Dziadek, choć w sędziwym już wieku, w dalszym ciągu uwielbia leśne wycieczki. Powtarza, że las jest jak baśniowy świat, wystarczy pozwolić oczom i uszom się na niego otworzyć. Do dziś chętnie towarzyszy w wyprawach do lasu mojemu tacie. Jednym z zajęć mojego ojca jest przygotowywanie drzewek z młodych zagajników na świąteczne kiermasze i jarmarki. Piękne, ciemnozielone i gęste igliwie żywych choinek jest o wiele przyjemniejsze dla oka od mdło wyglądających i plastikowych drzewek świątecznych. Jednak największą zaletą naturalnej choinki jest żywiczny zapach. Niepowtarzalny. To właśnie on przywodzi magię świąt, gdy wypełnia pokój i wywołuje uśmiechy oraz podziw zebranych nad pstro przystrojoną i mieniącą się od światełek choinką.

          To właśnie, dzięki leśniczym możemy cieszyć się pięknymi drzewkami świątecznymi z legalnych dostaw. Niestety, wiele osób kradnie młode sosenki i świerki z lasu na chybił trafił, przez to zaburza naturalny ekosystem leśny i przyczynia się do powolnego obumierania zielonych płuc naszego świata. Leśnicy, co roku walczą z tym występkiem i zachęcają do nabywania choinek od uczciwych dostawców.

          Jestem dumny z rodzinnej tradycji, dzięki której przyczyniamy się do utrzymania równowagi w ekosystemie leśnym oraz ochrony fauny i flory zielonych płuc naszego regionu. To wspaniały zawód, godny kultywowania. Widząc uśmiechy na twarzach mojego taty oraz dziadka, wiem, że to poświęcenie jest warte swojej ceny i zaangażowania. Szczęście, które maluje się w ich oczach na widok naszej choinki bożonarodzeniowej uświadamia, iż są dumni z zawodu, który stanowi ich dziedzictwo.

          Gałęzie cicho skrzypiały pod przykryciem z białego puchu. Gdzieniegdzie na śnieżnej polanie widoczne były małe ślady łapek, prowadzące między zmarznięte krzaki. Świergot ptaków zimujących rozchodził się echem wśród wiecznie zielonych jodeł. Wiatr zdmuchnął lśniące płatki śniegu na oświetloną słońcem ścieżynkę. Wszystko wokół zdawało się mienić drobinkami złota. Sceneria wyjęta z baśniowej krainy rozpościerała się wzdłuż wąskiej ścieżki, zapierając dech w piersiach i zachęcając do spaceru w kierunku ukrytej, między oprószonymi białym puchem krzakami, wysokiej wieży obserwatoryjnej. 
 



« Powrót