30.12.2014 - Kultywowanie tradycji w mojej rodzinie

30.12.2014KrzysztofF

Chciałabym podzielić się z Wami pewną tradycją, która istnieje w mojej rodzinie od wielu, wielu lat. Mianowicie w każdym pokoleniu i tym które znam osobiście i tym, które znam z opowiadań dziadków są lub były osoby (najczęściej kobiety), które robiły dziś tzw. chleb papieski. Babcia całe życie powtarzała mi, że jest to tylko nasza piękna,  polska tradycja. Kiedyś nauczyła robić taki chleb moją mamę, a niedawno mama uczyła tego mnie.  Teraz chciałabym przybliżyć wam jak robi się taki chleb, żebyście zrozumieli, że nie jest to taki zwykły chlebek kupowany w każdej piekarni czy sklepie. Jest to tzw. chleb szczęścia.

Według przepisu mamy, najpierw trzeba było przygotować składniki takie jak mąka, drożdże, wodę i cukier. Wszystko trzeba było starannie wymieszać. Niby nic dziwnego, ale przepis posiadał takie szczególiki jak to, że mieszać składniki można było TYLKO drewnianą łyżką.  Taka mieszanka musiała leżeć przez dwa dni przykryta ściereczką. Po tych dwóch dniach można było ją włożyć do lodówki by kolejnego dnia tylko przelać mieszankę do większego naczynia. Mieszanka znów leżała cały dzień by kolejnego dnia zostać przemieszana KONIECZNIE drewnianą łyżką. Dopiero piątego dnia do mieszaniny trzeba było dodać cukier mąkę i mleko. Przez kolejne dni czynności powtarzały się aż do dziesiątego dnia kiedy to całość trzeba było podzielić na cztery części i  pięknym gestem rozdać dobrym ludziom trzy z nich. To jeszcze nie koniec. Do części pozostawionej u nas trzeba było dodawać znów kolejne składniki i dopiero wtedy po tych dniach pełnych wyczekiwania można było zacząć w odpowiedniej temperaturze piec nasz chleb szczęścia.

Taki chleb był przepyszny. Do dziś pamiętam jego smak.. zupełnie inny niż zwykłego chleba. Może faktycznie smakował szczęściem .. kto wie. Niezwykłość tego chleba polega na tym , że można go zrobić tylko raz w życiu i nie wolno go wynosić z domu. Jedynie można nim częstować gości jeżeli zawitają  w progi domu. Ja już miałam przyjemność dokonać tego czynu i już nie mogę się doczekać aż przekaże tę tradycję dalej prawdopodobnie mojej córce jeśli los powoli mi ją mieć.

Dla mnie jest to bardzo piękna tradycja. Bardzo chcę wierzyć, że ten chleb przyniesie tę odrobinę szczęścia ludziom, którym go podarowałam i mojej rodzinie, a w przyszłości rodzinie moich dzieci.

Sylwia Knapczyk



« Powrót